Thumbnail image

Dodatkowe zajęcia online. Od jakiego wieku mają sens?

Moje doświadczenia z zajęciami przez internet.

Od kilkanastu lat prowadzę zajęcia w szkołach, głównie w XIV Liceum im. Polonii Belgijskiej we Wrocławiu, a od kilku lat zajęcia na uczelni, w Instytucie Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego. W kwestii nauczania jestem raczej tradycjonalistą i sala szkolna, wykładowa czy ćwiczeniowa nie kojarzy mi się źle: uważam, że spotykanie się twarzą w twarz z uczniami i studentami, chociaż ma pewien koszt, zarówno dla studentów jak i prowadzącego, jest zazwyczaj optymalne z punktu widzenia procesu edukacyjnego. Negatywne skutki COVID-19 i blokady szkół są, moim zdaniem, widoczne do dzisiaj. W ostatnim roku zgodziłem się jednak prowadzić grupowe zajęcia online i zauważyłem pewne nieoczywiste zalety tych zajęć. Do tego stopnia, że w niektóre zajęcia włączyłem moje dzieci. W tym wpisie podzielę się moimi obserwacjami o tym dla kogo takie zajęcia mogą być dobre.

Problemy z zajęciami

W tym wpisie skupię się głównie na tych nieoczywistych zaletach zajęć online, ale nie byłbym sobą, gdybym dla wyrównania nie napisał również o wadach tych zajęć:

  • trzeba umieć obsłużyć narzędzie do spotkań (co w przypadku dzieci do około drugiej-trzeciej klasy szkoły podstawowej bywa realnym wyzwaniem),
  • trudne jest utrzymanie dobrej atmosfery zajęć (w przypadku najmłodszych trzeba dużo uspokajać grupę, żeby nie mówili na raz, a w przypadku starszych trzeba raczej motywować do aktywności i odpowiadania na pytania),
  • uczniom niełatwo jest utrzymać uwagę (najmłodsi bardzo szybko się rozpraszają i używają narzędzi niezgodnie z przeznaczeniem, np. spamując na czacie lub próbując rysować po tablicy nie wtedy gdy trzeba, niektórzy na zajęciach robią po prostu coś innego niż same zajęcia),
  • prowadzący nie zawsze jest w stanie dobrze w ogóle wyczuć atmosferę (dużo łatwiej jest spojrzeć na grupę i objąć ją jednym spojrzeniem niż próbować cokolwiek wywnioskować z kilku osobnych okienek, w których uczniowie nie zawsze mają nawet włączoną kamerę),
  • jest to (mimo wszystko) kolejny czas spędzony przed ekranem.

Zalety zajęć online

Zacznijmy od zalet oczywistych:

  • dużo mniejszy wysiłek, żeby dotrzeć na zajęcia (zarówno dla prowadzącego, jak i dla uczniów),
  • dużo większy wybór zajęć (nie jest się ograniczonym lokalizacją tych zajęć),
  • możliwość korzystania z szerszego pakietu narzędzi (np. nagrywanie zajęć i odtwarzanie ich później),
  • rozwój (wymuszony, ale jednak) kompetencji cyfrowych,
  • naturalnie występujące atrakcyjne cyfrowe narzędzia dodatkowe (które da się stosować w edukacji tradycyjnej, ale w stosowane są dużo częściej w edukacji online).

Poniżej skupię się na tym, co było dla mnie zaskoczeniem i być może dla Czytelników również będzie zaskakujące.

Lepsza grupa uczniów

Zajęcia online rzadko kiedy skupiają się na wyrównywaniu szans. Zazwyczaj skupiają się na zwiększaniu przewagi tych uczniów, którzy tę przewagę już mają. Zazwyczaj ci uczniowie są już zainteresowani przedmiotem, a ich rodzice rozumieją, że warto inwestować w dodatkową edukację. Te dzieci w swoich szkołach macierzystych mogły mieć problem ze znalezieniem rówieśników równie zainteresowanych tematem. A na zajęciach dodatkowych jest prawie pewne, że zbierze się grupa naprawdę chętnych do pracy dzieci. To może być pierwsza taka sytuacja dla dziecka zdolnego i pozytywne zaskoczenie.

Zacieranie różnic wiekowych

Na zajęciach online nie widać różnicy wzrostu, budowy ciała, a przez to różnicy wieku. Jeżeli więc dziecko jest bardzo zdolne, z powodzeniem i bez żadnych problemów można je wysłać do grupy bardziej zaawansowanej i starszej wiekowo. Do takiej grupy dziecko może pasować jak ulał i radzić sobie na zajęciach równie dobrze/źle jak reszta grupy. Ponownie: dla zdolnego ucznia to może być nowość, że w końcu dostaje wyzwanie na swoim poziomie, a z drugiej strony nikt nie będzie się zachwycał (lub wyśmiewał, zależnie od szczęścia), że małe dziecko też próbuje rozwiązywać zadania “dla starszych”. Ów zdolny uczeń też nie będzie ciągle rozpamiętywał, że na przykład jako trzecioklasista jest na zajęciach z uczniami klasy piątej lub szóstej: nic nie będzie mu tego przypominało. Dokładnie w taki sposób mój najstarszy syn przygotowuje się do konkursu Kangur Matematyczny w grupie wyższej o jeden poziom niż jego poziom konkursowy. Raz na jakiś czas, gdy zadanie mu podpasuje, wtedy coś rozwiąże czego inni nie potrafią, a w innym przypadku, raz na jakiś czas zobaczy, że jeszcze ma trochę do popracowania, bo inni uczniowie potrafią coś zrobić, czego on nie potrafi. Zdolny uczeń prawie nigdy nie ma do czynienia z taką sytuacją w typowej szkole, a przez to może być na trudne zadania kompletnie nieprzygotowany.

Możliwość odpytywania wielu uczniów jednocześnie

Na typowych zajęciach w danej chwili może odpowiadać tylko jeden uczeń. Podobnie też nauczyciel sprawdza tylko rozwiązanie jednej osoby na raz. Brakuje kanału do komunikacji indywidualnej. Ten problem całkowicie znika w edukacji na odległość, gdzie oprócz mówienia na głos, można używać tekstowego czatu prywatnego z nauczycielem. Spora część moich zajęć sprowadza się do pokazywania zadań, które uczniowie próbują rozwiązać podając mi odpowiedzi na czacie, tak żebym tylko ja to widział. Poprawne odpowiedzi nagradzam powiedzeniem na głos, że X dobrze rozwiązałe(a)ś. Brawo., zaś przy błędnych odpowiedziach nie muszę wcale mówić X, sprawdź swoje rozwiązanie jeszcze raz. Mogę odpisać prywatnie temu uczniowi lub powiedzieć na głos Na razie widzę, że dobrze rozwiązali Y i Z. Jest więc jasne dla każdego, kto wysłał mi odpowiedź, a nie jest na liście wymienionych, że powinien poprawić zadanie. Wydaje mi się, że dla zdolnych uczniów to jest game changer. W końcu mogą często odpowiadać na pytania, w końcu mogą być często chwaleni za to, że dobrze odpowiadają, a nie tylko słyszeć Dobrze, ale daj teraz odpowiedzieć komuś innemu.

Rozwój umiejętności miękkich

Wydaje mi się, że czymś dobrym jest też kojarzenie komputera z czymś co nie tylko służy do grania, ale również do pracy i do spotykania się z innymi ludźmi. Czyż nie jest tak, że wielu dorosłych obecnie pracuje zdalnie, spotykając się ze współpracownikami tylko na zasadzie spotkań online lub wręcz tylko wymieniając się e-mailami? Dlaczego nie przygotować młodych do tego, czego i tak doświadczą, gdy dorosną? Warto, żeby zobaczyli czym charakteryzują się spotkania przez internet i nauczyli się dbać o swoje skupienie również podczas takich (mało korzystnych) warunków.

Od kiedy warto rozważyć zajęcia online?

Naturalnym jest zapytać o to, kiedy plusy zaczynają przeważać nad minusami. Prowadziłem zajęcia nawet dla uczniów w wieku sześciu lat. Wydaje mi się, że większość z tych uczniów nie jest jeszcze gotowa na wyniesienie dużej wartości merytorycznej z takich zajęć. Widać, że źle reagują na niepowodzenia, szybko się rozpraszają (szczególnie wtedy, gdy próbuje się z nich wydobyć coś więcej), a każde zadanie jest albo za proste czy, jak to uczniowie lubią mówić: banalne (gdy uda się im je rozwiązać) albo za trudne albo niemożliwe (gdy zadanie stawia jakikolwiek opór, który trzeba przełamać). Jestem pewien, że byłbym w stanie wyciągnąć znacznie więcej z tych uczniów, gdybym mógł się z nimi spotkać twarzą w twarz.

Wydaje mi się, że sweet spot jest mniej więcej w okolicach klasy drugiej-trzeciej szkoły podstawowej. Dobrze zmotywowani przez rodziców uczniowie, którzy dostaną odrobinę pomocy na samym początku zajęć z obsłużeniem Zooma mają dużą szansę zacząć się uczyć czegoś więcej niż w szkole i przyjemniej niż w szkole. Starsi uczniowie nie mają już technicznych problemów, za to nie zawsze im się chce naprawdę popracować. A że za zajęcia często sami nie płacą, zdarza się, że będąc mało zainteresowanym, tylko posłuchają co się dzieje, ale nie będą zbyt aktywni na zajęciach (przeglądając w tym czasie coś innego, komputer i telefon są od razu do dyspozycji niestety, a nauczyciel nie może pomóc takiemu uczniowi się ogarnąć). Uczenie się w taki sposób oczywiście przynosi bardzo niewielkie rezultaty. Dla mnie to natomiast nie problem: w grupie starszych zawsze znajduje się kilka osób naprawdę zainteresowanych, którym można poświęcić większość swojej energii i do nich się dopasować.

Podsumowanie

Nadal uważam, że jeżeli można się spotkać, to lepiej się spotkać twarzą w twarz. Optymalnie jest przecież wykorzystać te kilka godzin codziennej obecności uczniów w szkole, żeby po szkole mogli już zająć się czymś na własną rękę. Ale nie zawsze jest to możliwe i substytut w postaci nauki online po szkole to może być (dla niektórych uczniów) strzał w dziesiątkę, który dostarczy im tego, czego zawsze brakowało im w systemie szkolnym. Oczywiście ubolewam nad tym, że takie narzędzia dostępne są dla tych, których stać (gorąco wierzę w edukację publiczną, która daje szansę każdemu, niezależnie od możliwości materialnych). Niestety, nie ma nic za darmo: jak się chce więcej, to trzeba zainwestować więcej (albo pieniędzy albo swojego czasu, albo jeszcze lepiej: jedno i drugie na raz). A co Wy o tym myślicie?

Komentarze